Lat temu ponad dwieście,
w znanym polskim mieście,
zebrali się posłowie.
Zanim coś podpiszemy, mówią sobie
w pięknym polskim maju,
rozejrzyjmy się po kraju.
Rolnik jak orał, orze,
choć po rozbiorze,
jakby trochę smutniej.
Szlachta, nie próżnuje,
wina jeszcze nie brakuje,
o wolności dyskutuje.
Stanisław August wciąż czeka,
na rozum i godność człowieka,
na rady od doradców i kochanek.
Aż przyszedł ten sławetny ranek,
zebrał się pełen chwały,
naród wspaniały.
Podpisał dokument znakomity,
jak na czas ówczesny,
słuszny, trafny, nowoczesny.
Wielkie słowa, wielka chwała,
szkoda, że nic nie dała.
Sporządzona na próżno,
sto lat za późno.
Gdybyśmy tylko mogli
chociaż od niechcenia,
widzieć w porę zagrożenia.
Gdy jest lepsza sytuacja,
zamiast kogo większa racja,
otworzyć oczy i uszy.
Zawsze się coś czai w głuszy.
Zatrute latają strzały,
a niedźwiedź wciąż dyszy cały.
A my walczymy ze sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz