Obyśmy byli otyli i smutni,
niezdrowi i anorektyczni.
Uzależnieni, z prawami
do głupoty i nieoceniania.
Obyśmy mieli za dużo,
ale tylko rzeczy do szczęścia zbędnych.
Nie bądźmy za zdrowi -
łykajmy kartony różowych tabletek.
Niech nam nie dolega życzliwość i radość,
co najwyżej wielu fikcyjnych znajomych.
Niech im przypomina o naszym istnieniu
automat.
Niech ziemia płacze, przez nadmiar śmieci i dwutlenku węgla.
Ceny niech rosną, a mieszkania jak drapacze chmur niedostępne.
Dzieci niech będzie mało, a te co są - trudne, smutne i problematyczne.
Niech ze sobą nie rozmawiają, nie mają nikogo poza niebieskim ekranem.
Niech rządzą nami partacze, cwaniacy i degeneraci,
a po nich zmiana, która znowu nic nie zmieniła.
Niech będzie migracja na skalę ogromną,
Niech goście się nie integrują, a rośnie przestępczość.
Bo w głowach nam się zrobiło piekło, i chcemy je urzeczywistnić.
Oby było głęboko pod ziemią,
a niebo wysoko nad chmurami.
Spóźnione ale szczere.
Na Nowy Rok