piątek, 12 czerwca 2026

Zbutelkowienie

Gdy problemów nęka mnogość,
jedną muszą mieć przyczynę.
Gdy dolega prądów wrogość,
trzeba znaleźć wspólną winę.

Kryzysów pozorna złożoność,
musi wpływać wspólnym lejem.
zakorkować myśli płodność,
ktoś nam musiał mocnym klejem.

Gdy planeta ciągle płonie,
cicho ginie w mękach.
Szybko pomoc ślijmy do niej -
wspólny kapsel i zakrętka.

Jednym wspólnym myśli prądem
musi płynąć rozwiązanie.
Gdy przytwierdzi się nakrętkę,
plastik znów jednym się stanie. 

Gdy na drobne troski,
małpka staje się lekarstwem,
zwróci myśli zakaz szorstki
do stawania się mocarstwem.

Do sprostania naszym trudom
nie wystarczy flaszka chytra
trzeba mieć butelkę chudą -
- co najmniej półtora litra.

Ciężko przy sylabach dźwięcznych
obradować o rozejmie,
zamiast zmienić posłów licznych -
- zakaz alkoholu w sejmie.

Orzeł biały lata chyżo,
choć jest przecież ciężkim ptakiem.
Ciężko wznieść się, gdy dolina,
trzyma w dole czteropakiem.

Gdy wybucha znów afera,
i jest od osadu ciężka.
Co winne - wiemy teraz.
Winna jest zawsze butelka. 

Poczuć się możemy lekko
w butelkę mocno nabici,
gdy na twarzach etykiety
zamiast być dobrze napici.

Patrząc przez szkiełko oko,
zdziwić się można wielce,
że wszystkie kraju problemy,
zamykają się w butelce.

niedziela, 7 czerwca 2026

Droga krzyżowa łotra

I. Skazanie na śmierć

Skazali za grzechy nie moje, niebyte,
do których przyznać się nie chcę,
Ludzie co mają twarze zakryte,
Ludzie co wciąż umywają ręce 

Nie mieliby żadnej władzy nade mną 
gdybym był bardziej wszechmocny.
Gdyby nie straże, broń tępa,
gdybym był bardziej obrotny.

II. Przyjęcie krzyża

Odrzucam ten krzyż prawie,
przyjmuję z wielkim żalem.
Krzyż  co jest bezprawiem,
krzyż co jest skandalem,

Baty są sugestywne,
działają na mózg i nerki.
Idę do mniejszego bólu,
choć wiem że będzie wielki.

III. Upadek pierwszy

Zapomniałem patrzeć pod nogi,
zgrzytając że złości
i upadłem pod krzyżem
niesprawiedliwości.

Inni się tylko patrzą i śmieją,
zamiast pomóc, zapobiec.
Nad własnego życia breją,
przechodzą byle dopiec.

Że to nie moja wina -
- powiedzcie a uwierzę.
Nie mój krzyż,
nie mój upadek,
mówcie nawet nieszczerze.

Uważaj na upadki, bo się powtarzają -
- mówi jakiś stary grzyb,
którego nikt nie pytał o zdanie. 

IV. Spotkanie z matką

Chociaż matka współczuje,
przynajmniej przy mnie staje,
gdy cierpię za winy niczyje,
grzechy których nie uznaję.

Może mądrości moich nie powtarza,
gdy wykazać niezbicie
okazja się nadarza
całego świata błędy.

Ale przynajmniej nie ucieka
przed sługami obłędu,
jak moi przyjaciele
byli.

V. Pomoc Szymona

Czemu zamiast wszyscy demokratycznie,
lub co najmniej społecznie,
to ja niosę krzyż faktycznie,
inni stoją bezczynnie.

Zmusili kogoś do pomocy,
mojej sprawie przegranej,
mojej sprawie tragicznej,
której tykać nikt nie chce.

Szymonie, czy chociaż ty rozumiesz,
choć patrzysz obrażony,
jak bardzo niesłusznie
niosę krzyż zamiast korony?

VI. Weronika ociera twarz

Dostrzegłem człowieka
gdy sam niewidzialny się stałem,
który cierpliwie czeka,
którego wcześniej nie widziałem.

Przyniosła chwilową ulgę
drobna chusta,
co ulżyła moim myślom
zanim prysła.

VII. Drugi upadek

Już zapomniałem, że upadam
i po raz drugi upadłem.

Przed tym mnie już nie ustrzegli,
w tym nie pomogli.

Drugi upadek był cięższy,
ale już teraz mówię, że mój.

To ja upadłem, a nie wszyscy wokół.
Ale też ja powstałem.

VIII. Płaczące niewiasty

Czemu płaczecie kobiety niemądre
nad losem przez życie chłostanego.
Czemu płaczecie,
zamiast śmiać się jak reszta.

Że życie smaga batami zamiast wysyłać kwiaty,
rzecz to nienowa.
Że życie to ciernie,
a wy byście chciały aksamit.

Płaczecie nad człowiekiem co właśnie odzyskuje wzrok,
a nie nad waszymi synami, głąbami.
Nad sobą zapłaczcie.

IX. Trzeci upadek

Przecież wyciągnąłem słuszne wnioski.
Przygotowałem się, co najmniej myślami.
Tyle konsekwencji, o siebie troski,
życie pisze scenariusz sznurami.

I ta myśl, co pali z całą mocą.
Po co wstawać, jak zaraz znowu będzie to samo.
Po co wyduszać ostatki sił? Po co?
Rzucić to wszystko mam ochotę potrójną.

Pomyślałbym nad tym więcej, ale przede mną jest góra.
Nie czas rozważań próżnych w myśli zrębach.
Do góry idę, przynajmniej tyle wskóram.
Bliżej nieba mnie przysuwa decyzja tępa.

X. Odarcie z szat

Odarli mnie ze wszystkiego,
wszystko co wstydliwe oglądają ludzie,
sami przecież ubrani.

A przecież wy wszyscy tak samo odejdziecie.
Nadzy i samotni.
A teraz się śmieją jak gdyby mieli żyć wiecznie,
sami śmiechu godni.

XI. Przybicie do krzyża

Zamiast mi go zdjąć,
jeszcze mi go przybili.

Przeklinam ból i ból zadających,
nawet nie mogąc im oddać.
Tylko myślami jeszcze mogę złorzeczyć
cieszącym się z mojego cierpienia.

A żeby wam się to samo trafiło!
Sprawiedliwej kary ani winy nie ma.
Jest tylko siła.
Jak chcecie tak mieć będziecie.

XII. Śmierć na krzyżu

Na krzyżu umieram.
Nie moja pora, nie moje miejsce.
Moja tylko śmierć haniebna
z rąk krzywdzicieli.

Jedyne co mam to śmierć
i moje cierpienie.
Pod koniec wzrok mój kieruję do góry.

Obok mnie krzyżują też jakiegoś nieszczęśnika.
Na kilka słów mi starczy tchu,
kilka słów przed śmiercią.

 

XIII. Zdjęcie z krzyża

Skoro śmierć przyszła, krzyża wystarczy.
Śmierć rachunki wyrównała.

Samo ciało już nic nie winne,
a krzyż to znowu kawałek drewna.

Gniew ludu się nasycił.
Życie granicą ich wzroku,
a śmierć jest kresem patrzenia.

Ale oni są biedni.
Ich przecież to samo czeka. 

XIV Pochowanie w grobie

Ciekawe jest gdzie się znajduje przyjaciół,
którzy chowają moje ciało bezwolne, śmierdzące.
Dziwię się nawet pośmiertnie.

Trzeba pochować w grocie wolno stojącej,
rezultat swojego gniewu,
żeby nie widzieli ludzie na co dzień
co w sobie zamurowali.

Nie mi to potrzebne,
przecież mnie tam już nie ma.

Wieki ciemne

Od zachodu do południa,
myślę co tu począć pół dnia.
Czy zawołać, czy poczekać?
Czy ostrzegać czy polecać?

Kiedy przyjdą, przyjdą cicho.
Nie spostrzeże w porę licho,
że już wbiegły i to pędem
i przez wieki będą ciemne.

ref.: Wieki ciemne, wieki ciemne.
Dla umysłu są przyjemne,
wizje świata znów pojemne.
Gdy idee są foremne,
bądźcie ze mną, wieki ciemne!

Będą ludzie drżeć w popłochu,
będą dzieci klęczeć w grochu,
będą wrzeszczeć wniebogłosy,
że zbieramy drwa na stosy.

Świat się będzie kończył z hukiem,
płonąć będzie papier z drukiem.
Będą rozprawiać szamani,
o tym jak się pozbyć drani.

ref.: Wieki ciemne... 

Będzie znów majestatycznie,
będzie znów ekologicznie.
Odetchną lasy i pagórki.
Będą kwiaty nosić córki.
Będą strzyc owce na wełnę,
tkać z nich nowe wieki ciemne.

Będą nowe zaślubiny,
nowej Wielkiej Katarzyny.
Nowy Książę Poniatowski.
Nowa sprzedaż resztek Polski.

ref.: Wieki ciemne....

Zaśpiewam na nowe wesele
o umyśle i o ciele,
mity - których tworzę wiele.
O rzeczywistości przemienionej,
opatrzności zastąpionej
i o duszy niestworzonej.

Gdybyśmy już w stosach płonęli,
leżeli wszyscy w ciemnej celi,
z intelektem wciąż walczyli,
byśmy chyba zauważyli..

niedziela, 26 kwietnia 2026

Bardzo wysoka góra

Wziął mnie na górę wysoką
zwolennik rodzaju ludzkiego.
Pokazał mi przepych i złoto.
Pokazał jak dotrzeć do niego.

Pokazał przyszłości głębiny,
szerokich uśmiechów rzesze,
bawiące się dzieci, dziewczyny,
w wielkiej zbiorowej uciesze.

Lecz ja pytam, myślą trzeźwiejąc,
gdzie jest tu diabeł ukryty?
Co będziesz chciał za to wszystko?
Jakie pokłony, kredyty?

Żadnych ukrytych kruczków - 
- mówi z pewnością siebie,
dać chce wszystko za darmo.
Będzie na ziemi jak w niebie.

Jeśli brać tego nie chcesz,
wezmą niebawem inni.
Jeśli pozostać zechcesz,
w starej, samotnej willi.

Jeśli brać tego nie chcesz,
świat to weźmie i tak.
Ty zaś zostaniesz, gdzie jesteś,
zostaniesz do świata wspak.

Czując wciąż podejrzliwość - przyznaje,
warunek jeden mam.
Weź to wszystko ode mnie.
Nie rób tego sam.

Ja się jednak pytam,
skoro tak wiele masz bogactwa,
nie dałeś go nikomu.
Czemu szukasz po ludziach?
Czemu nie masz domu?

sobota, 7 lutego 2026

Jeszcze zmienić siebie

O pamięci zyskać Cię,
to przyszłe czasy stracić.
rozdrapywać wszystko złe
i mało się wzbogacić.

Bez ciebie obietnice
wielkie, jak i drobne,
są wszystkie prawdziwe
i prawdopodobne

ref.: Jeszcze zmienić siebie chciej,
jeszcze zmienić siebie.
A pamięci kochaj trud,
zapatrzony w siebie.

Niecodzienność tego dnia,
spróbuj zapamiętać.
Niewymierność chwili tej,
co mija zamknięta.

Odbiorą ci przyszłość świetlaną
przeszłości przelanej wspomnienia.
Uprzykrzy ci chwilę zastaną
niepamięć o dawnych zdarzeniach.

ref.: Jeszcze zmienić...

Obyś przestać w życiu chciał,
coraz mniej pamiętać.
Obyś chciał się wciąż pochylać,
czasem nawet klękać.

Obyś chciał odnaleźć sieć,
z dawna rozerwaną.
Obyś chciał wyłowić sznur,
dawno zakopany.

ref.: Jeszcze zmienić...

Obyś w życiu wszystko miał
niedopasowane.
Oby czasy były złe
i nie poskładane.

Oby wszyscy lżyli cię
za brak bezmyślności.
Oby wszyscy mieli dość
twojej bezczelności.

Oby były trudne
i budzące drżenie
twoje proste słowa
i twoje milczenie

ref. Jeszcze zmienić ...

niedziela, 4 stycznia 2026

Nie oddamy władzy

Świętowaliśmy wpólnie głośne łubu-dubu,
że nasza jest władza i to władza od ludu.
Że nasze są mandaty i nasze są stołki,
nasi są ludzie i nasze pachołki.

Nasze są służby i nasze brygady,
nasze są media i nasze estrady.
Nasze są słowa i nasze obrazy,
nasze są prawa i nasze zakazy.

Ref.: Nie oddamy władzy!
Nie oddamy!!
Chociaż jej do dania
Nic nie mamy.

Przed wami ścieżki zmiany
są zakryte.
Nie oddamy władzy
raz zdobytej!

Nasze są łącza i nasze są linie,
nasze są twoje prywatne opinie.
Nasze jest twoich dzieci chowanie,
nasze o żonę twoją staranie.

Nasze są teksty kolportowane,
Nasze są prawdy skrzętnie chowane.
Nasz jest Twój cały rozum malutki.
Nasze są przyczyny,
a wasze są skutki.

Ref.: Nie oddamy władzy!...

Nasze są drogi i limuzyny,
Nasze luksusy dla naszej rodziny.
Nasze bogactwo,
a wasza jest bieda.
Nam jest należność,
a wam, że się nie da.

Ref.: Nie oddamy władzy ...

Lecz coś się zepsuło w naszej maszynie,
niezgoda zakwitła w naszej krainie.
Zamiast fetować nasze święte racje
Ktoś zaczął szerzyć dezinformację.

Zamiast nasze prawdy powtarzać,
Ktoś nam zaczyna pięściami wygrażać.
Ktoś zaczął mówić czego nie wiemy,
I tego kogoś zaraz zgnieciemy!

Ref.: Nie oddamy ...

Nikt nam nie będzie grzebać w papierach.
Nie słuchamy ludu, co nas nie wybiera.
Nikt nam w urzędach nie będzie mącić.
Władzy nie oddamy choćby nawet nie było kim rządzić.

Nie oddamy nawet gdyby
sam czas miał się skończyć.
Nawet jeśli pustka,
obejmie cały czas.
Nawet jeśli puste krzesła
będą słuchać nas.
W końcu puste krzesła,
będą słuchać nas.

czwartek, 18 grudnia 2025

Piosenka o prawdziwym dziennikarstwie

Kiedy dorastałem,
trochę bałem się jutra.
Zamiast szukać życia,
poszedłem na studia. 

Robiłem badania,
codziennie o poranku,
za ile chodzi prawda,
na wolnym rynku.

Ref.: O wartościach śpiewam.
o wartościach marzę.
Kiedyś byłem łajdakiem,
dziś jestem dziennikarzem.

Tropię złe informacje,
tropię je szalenie.
Najgorsze są te,
co wytykają mi korzenie. 

Czasy niepewności,
są nie do ogarnięcia;
więc sztucznie mnożymy,
kłamstwa i napięcia.

Mieszają się języki,
mieszają się głosy.
Nie próbujmy zrozumieć,
rozpalajmy stosy. 

Ref.: O wartościach śpiewam.
o wartościach marzę.
Kiedyś byłem łajdakiem,
dziś jestem dziennikarzem.

Tropię dezinformacje,
tropię je szalenie.
Najgorsze są te,
co wytykają mi korzenie.

Mam uczciwego kolegę
co chce informować,
o prawdziwych przyczynach,
zamiast je chować.

Mówię do niego
ty głupi matole,
celem dziennikarstwa są kłótnie,
przy rodzinnym stole.

Ref.: O wartościach śpiewam.
o wartościach marzę.
Kiedyś byłem łajdakiem,
dziś jestem dziennikarzem.

Tropię złe informacje,
tropię je szalenie.
Najgorsze są te,
co wytykają mi korzenie.

niedziela, 19 stycznia 2025

Palestyńskie dzieci

 Palestyńskie dzieci
pragną wybawienia,
lecz zachód nie pomaga
z powodu niechcenia.

Żeby bardziej zadbać,
o pokój na świecie,
usuwa wyrazy
brzydkie w internecie.

Tylko jedna zbrodnia,
wywołuje drżenie,
tylko jedna wojna,
święte oburzenie.

Na spotkaniu elit
wszyscy dobrze radzą,
że złe jest ludobójstwo
nie ustalone z władzą.

Cały świat się patrzy,
telefony świecą.
Na palestyńskie domy,
wciąż rakiety lecą.

Żeby pomóc sprawie
wszystkim przecież znanej,
nie znajdziemy słowa,
bo są zakazane.

środa, 11 września 2024

Niepewna przyszłość

Nawet jeśli bez wytchnienia
pokryjemy ziemię całą
grubym stopem i plastikiem
zostaną kwiaty, chociaż mało.

Nawet jeśli oczy dzieci
uwięzimy w telefonach,
wciąż zostanie świat wcześniejszy
we wspomnieniach, książek stronach.

Przeżyją rzeźby i pomniki,
obrazów wszystkich nie spalicie.
Małe grupki, ludzie z niczym,
będą czerpać nowe życie.

Na świat przyjdą nowe dzieci,
z głośnym krzykiem, chociaż mało.
Będą wołać wniebogłosy,
że z tym światem coś się stało.

Pozostaną stare zdjęcia dziadków,
gdy głupie mieli nadzieje.
Chociaż dóbr im nie zbywało,
śmieli się jak już nikt (się) nie śmieje.

Będą krzyże i katedry.
Pozostanie chociaż trochę.
Freski będą w górę biegły,
mówiły, że coś będzie potem.

Będą góry też i morze,
wszystkich ich nie zakażecie.
One mają rytm i mądrość.
Uczą ludzi wciąż o świecie.

Ale co się stanie z wami,
gdy się skończą wasze plany?
Serce jak atrament brudzi,
nie do zdarcia na nim plamy.

Zobaczą kiedyś oczy, usłyszą ulice,
wszystkie wasze tajemnice.

niedziela, 1 września 2024

Nowy kochanek

Jemu będę wierzyć. W nim pokładać nadzieję.
Jego słodkie słowa i gesty dla mnie są wytchnieniem.

On jest mi wybawcą, ja jego kopciuszkiem,
on mnie zaprosi do zamku, szepnie coś nad uszkiem.

Na jego telefony będę czekać całą dobę,
dla niego znosić trudy, zmęczenie, chorobę.

Z nim spędzę spędzę wszystkie swoje dni i noce.
Jemu dam swoje najlepsze owoce.

Jemu będę wierzyć, jego pożądać,
jego słuchać, nawet myć i sprzątać.

Dla niego będę się stroić, malować,
dla niego się szkolić, uczyć, studiować.

Jego nazwisko będę nosić dumnie, z własnej ochoty.
Jego sławy będę bronić jak armia piechoty.

Gdy inni będą mu ubliżać, ja jemu będę mu wierzyć,
nie patrzeć na pogłoski, dobre imię szerzyć.

Na jego grzechy przymykać oko, dawać czas na zmianę,
na groźbę rozstania podnosić gorzki lament.

Dla niego będę jak muza, jak niebiańska gracja.
Moja niepowtarzalna, jedyna, wielka Korporacja.

Zbutelkowienie

Gdy problemów nęka mnogość, jedną muszą mieć przyczynę. Gdy dolega prądów wrogość, trzeba znaleźć wspólną winę. Kryzysów pozorna złożoność, ...